Wrzesień już za nami, więc czas na ulubieńców tego miesiąca. Nie ma ich dużo i zdecydowanie jest to pielęgnacja. Wrzesień u mnie był miesiącem zdecydowanie chłodnym. Dużo padało, więcej postawiłam na zadbanie o siebie i na naukę makijażu.

Odświeżający tonik witaminowy Garnier

Każda z nas wie, tonizacja twarzy to bardzo ważny etap pielęgnacji. Jednak ja często olewałam go. Bo mi się nie chciała. W tym miesiącu stosowałam tonizację regularnie i zakochałam się w niej. A pomógł mi w tym odświeżający tonik witaminy od Garniera z serii Essentials. Oczyszcza, odświeża i łagodzi. Przeznaczony do skóry normalnej i mieszanej. W składzie posiada ekstrakt z winogram i  prowitaminą  B5, dzięki czemu neutralizuje toksyny i  usuwa zanieczyszczenia. Ma delikatny, lecz przyjemny zapach. Nie szczypie w oczy i dobrze oczyszcza cerę. Mam wrażenie, że zużywa się dość szybko, mam 200 ml, kupiłam go w po 1 tygodniu września i połowy już nie ma. Ale z drugiej strony jest to kosmetyk, który używamy dwa razy dziennie, więc ma prawo szybko schodzić. Z chęcią skorzystam z innych toników  tej serii.

Olejek pod prysznic Isana

Myślę, że ten olejek zna każda osoba, która ogląda YouTube. I oczywiście ja polecam go (jak każdy) do mycia pędzli. Do tej pory stosowałam mydła takie zwykłe do rąk, często na przykład Biały Jeleń. Ale te pędzle były później mniej przyjemne? Hmm jak to napisać. Przyjemne, ale czegoś im brakowało. Olejek z Isany nie tylko dobrze radzi sobie z domywaniem pędzli i gąbek nawet z ciężkich i gęstych kosmetyków. Bardzo ładnie domywa i do tego sprawia, że włosie jest mięciutkie. A to zwiększa przyjemność korzystania z pędzli. Do tego jest tani i dość wydajny.

DermaSpa goodness krem do rąk od Dove

We wrześniu zaczęł się chłodniejsze dni i ja od razu odczułam to na swoich dłoniach. Momentalnie robią się suche i walcze, by wyglądały dobrze. Jak wiecie, ja nie lubię tłustych kremów, które zostawiają klejące wykończenie. Jednak na noc ręce potrzebują właśnie takiego nawilżenia i odżywienia. O ile kremu od Dove nigdy nie korzystam w dzień, ale na noc sprawdza mi się doskonale. Rano wstaję i ręce są tak milutkie, aż chce się ich dotykać. Działa genialnie, ale u mnie zdecydowanie w wersji na noc.

Puchaty pędzelek

Kupiłam sobie zestaw pędzli do malowania oczu z Aliexpress. Zapłaciłam niecałe 2 dolary za 12 sztuk, czyli tyle co nic. I ku mojemu zdziwieniu i radości są całkiem dobre. Wiadomo, że nie są miękkie jak futerko kotka. Jednak nie drapią, są miłe i dobrze pracują z cieniami. Nie ma odstających w dziwny sposób włosków. Na prawdę jest na poziomie powiedzmy pędzli z Zoevy. I to właśnie nim w tym miesiącu najczęściej się malowałam. Dobrze mi się z nim pracuje i za takie pieniądze to na prawdę warto. Tym bardziej, że takich pędzli nigdy nie jest za dużo, szczególnie dla osób, które malują się na co dzień.

I to już wszyscy ulubieńcy września 2017 roku. Napiszcie mi, czy miałyście ktoryś z nich i jak się u Was sprawdził. Mam nadzieje, że wrzesień minął Wam dobrze mimo tego, że dużo padało. Do czytania w kolejnym wpisie.